Zabraliśmy Cię z domu dziecka, ponieważ nie mogliśmy mieć swoich dzieci

Byliśmy studentami, kiedy zaczęliśmy się ze sobą umawiać. Zakochaliśmy się w sobie, a potem się pobraliśmy. W czasie studiów było jeszcze za wcześnie, aby myśleć o dzieciach.

Otrzymałam dyplom ukończenia studiów, a mąż porzucił uniwersytet. Dostał pracę na budowie, potrzebowaliśmy pieniędzy, aby móc odpowiednio „ wyposażyć „ naszą nową, małą komórkę społeczną, czyli rodzinę składającą się ze mnie i z ukochanego.
Później niestety przyszły problemy z pracą, a własnego mieszkania jeszcze nie mieliśmy – bardzo długo na nie odkładaliśmy, oszczędzając na wszystkim. Sytuacja finansowa była bardzo ciężka, więc jak tutaj można było myśleć o rodzeniu dzieci?
Miałam 35 lat. Dzięki Bogu udało mi się rozkręcić swój biznes. Mamy dom, samochód i inne dobra materialne… Wtedy zdecydowaliśmy, że to najwyższa pora, by pomyśleć o dzieciach.

Pomyśleliśmy…

Przestaliśmy się zabezpieczać i przez dwa lata próbowałam zajść w ciążę, jednak bezskutecznie. Kiedy skończyłam 37 lat, wpadłam w panikę. Zaczęłam chodzić do lekarzy, robić nieskończenie wiele badań po to, by usłyszeć te słowa: „ Nie może mieć Pani dzieci!”.
Długo z mężem dyskutowaliśmy na temat adopcji dziecka. Zastanawialiśmy się, czy będziemy potrafili zaakceptować dziecko, które nie będzie naszym rodzonym ? Czy będziemy umieli go kochać, dawać ciepło rodzinne, a nie tylko zapewniać mu dobra materialne?
Po długich dyskusjach zdecytowaliśmy, że możemy i potrafimy ! Poza tym, nie dowiemy się, dopóki nie spróbujemy. Długo przeglądałam zdjęcia dzieci, zapoznałam się z ich historiami. Chcieliśmy wziąć nie do końca wyrośnięte dzieci, najlepiej takie, które mają rok lub dwa, aby wychowywały się przy nas od małego, dzięki czemu sami mogliśmy ich lepiej rozumieć, rozczytywać sprawniej ich emocje oraz po prostu wychować na godnych ludzi. Nasze serce ujęły bliźniaczki: Alicja i Aleksandra.

Były to bardzo małe, ładne dziewczynki. Tak wzruszająco trzymały się za rączki. Serce podpowiadało, że to one, moje najdroższe !
Finansowo byliśmy zabezpieczeni i zdawaliśmy sobie sprawę, że poradzimy sobie i wychowamy dwójkę dzieci. Kiedy do nas trafiły, miały zaledwie rok i czuliśmy przez to, że wychowamy je tak, jak byłyby to nasze rodzone córki !

Szczerze mówiąc, na początku nie wiedziałam, jak powinnam się zachowywać wobec dzieci. Cały czas zastanawiałam się, czy powinnam akceptować dzieci takimi, jakie są i jakimi będą, czy próbować w nich od razu coś zmienić. W duszy zawsze brzmiała odpowiedź „ Tak, akceptuj ” . Poza tym nie ma znaczenia, czy dziecko jest rodzone czy z domu dziecka – ważne jest to, jak się go wychowa i jakie wartości zostaną mu przekazane. Oczywiście nikt jeszcze nie doprowadził do tego, że genetyka nie odgrywa żadnej roli, więc jakieś choroby czy przypadłości dziedziczne mogą się pojawiać, ale można z tym walczyć, a cała reszta to już tylko edukacja oraz głęboka, nieograniczona niczym miłość do dzieci.

Dzieci dorastają, a my mamy trudności takie, jak wszyscy inni rodzice. Teraz hormony szaleją i przechodzą okres dojrzewania.
Czasami są uparte i surowe w swoich osądach, ale ja sama kiedyś byłam nastolatką i kłóciłam się z rodzicami, broniłam swoich praw: „ Tak, jestem już dorosła i sama wiem wszystko najlepiej, mam Cię dość ! Przestań mnie wychowywać ! ” . Dopiero gdy dorosłam zdałam sobie sprawę, że nie miałam racji.

Nie urodziłam tych dzieci, dlatego staram się z nimi rozmawiać o każdym problemie, aby potem nie zadręczać się myślami: „ Biologiczni rodzice pewnie bardziej by się przejmowali, bardziej by pomagali dzieciom ”.
Nasze dziewczynki wiedzą, że są adoptowane, nie ukrywaliśmy tego przed nimi. Nie wymyślaliśmy specjalnej historii na tę okoliczność, po prostu im powiedzieliśmy:

” Zabraliśmy Was z domu dziecka, bo nie mogliśmy mieć swoich dzieci „. Później już tylko okazywaliśmy im swoją miłosć i troskę.
Nieraz o tym rozmawialiśmy – dzieci zadają pytania, a my na nie odpowiadamy. Każde dziecko chce poznać swoje korzenie, znaleźć swoich rodziców. Jeśli będą tego pragnąć, nie przeszkodzimy im w tym, a wręcz przeciwnie – pomożemy.
Tymczasem z dziećmi jeździmy na wakacje do różnych europejskich miast, chodzimy po górach, biwakujemy w lesie urządzając kuchnię polową, a latem koniecznie wybieramy się nad morze.

Dla mnie bardzo ważne jest, aby dać dzieciom czas i dać wsparcie, kiedy tego potrzebują. Nie ma znaczenia, ile będę musiała poświęcić na to wysiłku oraz czasu.

Jestem bardzo zadowolona z mojego życia, bardzo mi się podoba. Nie sądzę, że kiedy dorosną, to o nas zapomną. Jesteśmy rodziną, co prawda może nie z krwi, ale z życia. Wezmą śluby, założą własne rodziny i jest to naturalna kolej rzeczy. Teraz jesteśmy jedną, wielką, przyjazną rodziną, a wszystkie radości i smutki dzielimy po równo.

Bardzo ważne jest dla mnie wychowanie tych, którzy ode mnie zależą. Dzieci są w najbardziej niebezpiecznym okresie dojrzewania, potrzebują kontroli i szczególnej uwagi.

Będę bardzo dumna i zadowolona, jeśli będę mogła nauczyć je, jak zbudować własne życie, być dobrymi ludźmi i szanować innych, ale nawet to nie jest najważniejsze. Najistotniejsze jest to, że z mężem naprawdę pokochaliśmy bliźniaczki, a jakiekolwiek nasze wątpliwości zniknęły dosłownie klika miesięcy po adopcji dziewczynek.

Oceń artykuł
Zabraliśmy Cię z domu dziecka, ponieważ nie mogliśmy mieć swoich dzieci