To dla Ciebie, weź to. Tylko nie przychodź tutaj więcej

– Znowu tu jesteś? Ile razy mam Ci mówić, że nie powinno Cię tutaj być! Odstraszasz nam wszystkich klientów, jesteś brudny i śmierdzący! Zapomniałeś stąd niby czegoś? Mam z Tobą walczyć? – cierpliwość Oliwii kończyła się.

Naprawdę obawiała się, że ten bezdomny może zaszkodzić reputacji nowo otwartego sklepu, w którym została zatrudniona na stanowisku kierownika sprzedaży. W dodatku mężczyzna usadowił się w przedsionku między drzwiami wejściowymi a pomieszczeniem sklepu, siedząc na parapecie okna. 

– Ogrzeję się trochę i pójdę, proszę mnie nie wyzywać, nie robię przecież nic złego. Na zewnątrz jest zimno, bardzo zimno. Zaraz sobie pójdę – patrzył na nią błagalnymi oczami.

Na zewnątrz faktycznie panował mróz. Ona sama rano jadąc do sklepu zdążyła odczuć te minusowe temperatury. Obcisłe dżinsy nie uchroniły jej przed poczuciem chłodu, a jej nos zamarzał, czerwieniąc się natychmiast z zimna. Zakrywanie go rękawicą czy owijanie szalikiem okazywało się bezskuteczne: nos ciągle stawał się czerwony, co mocno denerwowało Oliwię. Jak tu być atrakcyjnym, kiedy ma się czerwony nos? Nie ma o tym wtedy mowy! Kobieta w ogóle nie lubiła tej pory roku: było za zimno, a poza tym ten czerwony nos…

Kiedy powiedział jej: ” Jest zimno, bardzo zimno „, przypomniała sobie, jak sama rano zamarzła i nie nalegała, żeby natychmiast wychodził.

– Pięć minut. Masz pięć minut i żebym Cię tu więcej nie widziała! – krzyknęła Oliwia

– Dobrze, dobrze – odpowiedział zdezorientowany bezdomny.

Wróciła do sklepu i usiadła przy biurku. Klientów było tak mało, że w ciągu dnia zdążyła z wielką przyjemnością przeczytać duży fragment czytanych niejednokrotnie ” Ciernistych ptaków „.

Teraz jednak Oliwia nie spieszyła się do ponownego zatopienia się w swojej ulubionej lekturze. Jej biurko było ustawione w taki sposób, że przez okno miała doskonały widok na drzwi wejściowe. Spojrzała na zegar i zaznaczyła sobie czas w głowie: jest 15:07, więc o 15:12 bezdomny musi stąd wyjść. Dobrze, niech już będzie kwadrans po 15, nie będzie aż taką służbistką.

O 15.11 drzwi otworzyły się i bezdomny wyszedł. Rozejrzał się, prawdopodobnie myśląc, gdzie teraz iść. Spojrzał w prawo, a potem w jej okno. Widząc, że Oliwia na niego patrzy, odwrócił wzrok i odszedł. Szedł powoli, kulejąc na lewą nogę. Sprawiał wrażenie wyczerpanego – był jak podcięte, wysuszone młode drzewo, które zaraz uschnie.

” W końcu poszedł ” – pomyślała Oliwia. “ Dobrze, że właścicielka go tutaj nie widziała! “. Bezdomny wrócił kilka dni później i tak jak za ostatnim razem usiadł na szerokim, niskim parapecie przedsionka: był cały skulony, nieszczęśliwy, jakby skazany na zagładę.

– Nie masz dokąd pójść, czy lubisz być przeganiany?! – znowu zaczepiła go Oliwia.

– Nie mam gdzie iść – odezwał się bezdomny.

– Wezwę policję i w końcu Cię stąd zabiorą! – zagroziła kobieta.

– Proszę dzwonić! – Bezdomny nie dał się zastraszyć a po minie było widać, źe nie boi się policji. 

Takie groźby kobieta zostawiała sobie w przypakach najbardziej ekstremalnych, a teraz, gdy o tym wspomniała, ale nie zobaczyła w nim żadnego strachu, nie wiedziała, co ma zrobić. Zniechęcona więc zapytała.

– Nie masz dokąd pójść? Chyba gdzieś tam jest jakiś dom?

– Jakiś jest – potwierdził bezdomny.

– To dlaczego nie idziesz wygrzewać się do domu?

– Moja siostra mnie tam nie wpuszcza.

– Dlaczego?

Milczał trochę, a potem zaczął opowiadać:

Mieszkaliśmy wspólnie z matką i siostrą. To ten dwupiętrowy dom – wskazał ręką w stronę zniszczonych domów – Matka umarła, a ja trzy lata temu wpadłem po pijaku pod samochód. W szpitalu trochę mnie podleczyli i odesłali do domu. Od tego czasu zacząłem kuleć i opadłem z sił, często bolała mnie głowa. Nie mogłem pracować, bo kto potrzebuje takiego pracownika jak ja ? Nie miałem pieniędzy, więc siostra przestała mnie wpuszcza do domu – bezdomny otworzył się przed kobietą, a ona, słuchając jego historii zauważyła, że mężczyzna nie ma więcej niż 30 lat.

– Skoro tak, to dlaczego nie załatwisz sobie grupy inwalidzkiej? Z renty mógłbyś nieco pomagać siostrze, a załatwienie tego nie było na pewno trudne, może ona też by Ci pomogła – zapytała Oliwia.

– Niczego nie będzie dla mnie robić – odparł bezdomny – wpuszcza mnie tam tylko raz w miesiącu, żebym się umył. 

Oliwia pomyślała, że nie ma co zbytnio angażować się w tę rozmowę, więc ją ucięła, mówiąc:

– Dobra, nie przeżywaj. Masz dom, więc idź do niego, nie masz po co się tutaj kręcić. No idź już, bo szefowa zaraz przyjedzie i wykopie Cię stąd.

Jednak historia bezdomnego nie mogła jej wyjść z głowy. Co, jeśli on naprawdę nie kłamie ? 

Musi zapytać Pani Doroty, sprzątaczki. Ona mieszka tutaj od zawsze, powinna go znać. Wieczorem nadarzyła się ku temu okazja:

– Pani Doroto, bo tutaj taki jeden bezdomny przychodzi się ogrzać. Mam już dość ten sytuacji – przychodzi, siada w przedsionku i siedzi na parapecie. Siedzi nieumyty, w śmierdzących i nieupranych łachach. Mówi, że jest z tego miasta. Znasz go może?

Sprzątaczka, prostując plecy, żywo odpowiedziała: 

– Może to Grzegorz?

– Nie wiem, jak się nazywa. Kuleje na lewą nogę, chodzi bardzo powoli – wyjaśniła Oliwia.

– To Grzegorz – machnęła ręką Pani Dorota – nie ma nikogo innego. Och, biedak. Po kryjomu czasami wynoszę mu gorące napoje, przepraszam, ale żal mi go! Niestety, alkohol go pogrążył.

– Mówi, że siostra nie wpuszcza do domu?

– Oczywiście, że nie wpuszcza. Po co ma go tam wpuszczać? Upadł już całkowicie na dno. Przed wypadkiem nie szanował ani matki, ani siostry, nikogo. Wtedy pił nie myśląc o konsekwencjach. Po wypadku także nie rzucił alkoholu. Kumple przez jakiś czas kręcili się wokół niego, ale potem go zostawili – nie potrzebowali pijaka bez pieniędzy. Jak ma go wpuścić do mieszkania, skoro śmierdzi na kilometr? Nie chce normalnie żyć, pije, a siostra Irena nie ma już sił, by z nim walczyć.

– To skąd bierze pieniądze, jeśli nie pracuje i nie ma renty inwalidzkiej?

– Kto wie, skąd alkoholicy biorą pieniądze na alkohol ? Ja od wypłaty do wypłaty żyję, czasami z trudem wystarcza mi na jedzenie, a oni tacy jak on mają wakacje każdego dnia. Często widuję go, jak stoi w pobliżu sklepu spożywczego i zbiera pieniądze, czasami ktoś wrzuci mu jakieś drobniaki. 

Sprawa była prosta: człowiek nie czuł się nikomu potrzebny – ani siostrze, ani nawet sobie, przez co powoli umierał już za życia. Brak wykształcenia i znajomości swoich praw, niechęć do godnego i uczciwego życia oraz pragnienie alkoholu przyspieszyły sprawę. Po co się urodził? Po co żyje? Jest taki smutny i wciąż było go jej żal – w końcu to ciągle człowiek.

Następnego dnia Grzegorz znów siedział w przedsionku ogrzewając się. Widząc go Oliwia wyniosła mu gorącą, słodką herbatę w plastikowym kubku:

– To dla Ciebie, proszę wziąć. Tylko proszę, nie przychodź tu więcej. Będą mnie za Ciebie karcić.

Grzegorz przyjął od niej ten gorący napój ze zdziwieniem i wdzięcznością w oczach. Zupełnie nie spodziewał się od niej takiej życzliwości.

Nie wiadomo, czy ten życzliwy gest wpłynął aż tak bardzo na mężczyznę, czy po prostu zrozumiał prośbę Oliwii. Nie wiadomo, ale od tego dnia naprawdę więcej się już się nie pojawił w przedsionku sklepu.

Oceń artykuł
To dla Ciebie, weź to. Tylko nie przychodź tutaj więcej