Matka obiecała mieszkanie, ale oszukała córkę

– Wierz lub nie, ale przez pół dzieciństwa słyszałam zdanie ” rodzice mają kredyt hipoteczny ” ! – mówi dwudziestopięcioletnia Kinga – Każdy złotówka lądowała na koncie ! Nie mogliśmy pojechać nad morze, mama i tata nie kupowali niczego nadprogramowego. Babcia karciła mamę, mówiąc, że niepotrzebnie weszła do takiej “ niewoli “, kiedy przecież mają dach nad głowa. Zastanawiała się, po co im drugie mieszkanie, na co mama odpowiadała, że córka rośnie, więc mieszkanie się przyda. 

Rodzice Kingi postanowili kupić ” dodatkowe ” mieszkanie dość spontanicznie, kiedy głowa rodziny niespodziewanie otrzymała w pracy dużą premię. Para chwilę się zastanowiła i postanowiła zainwestować pieniądze w nieruchomość.

Kupili jednopokojowe mieszkanie w bloku, którego jeszcze nie było. Wybrali z konta prawie wszystkie oszczędności plus premię ojca, aby zapłacić pierwszą ratę, a potem zaciągnęli kredyt hipoteczny. Miesięczne kwoty kredytu do zapłaty teoretycznie wydawały się być osiągalne i bezproblemowe.

– Potem może jeszcze znowu jakaś premia się trafi i zapłacimy za jednym zamachem! – gdybali rodzice Kingi – albo będzie podwyżka pensji i szybciej się uda spłacić, albo będziemy jak Rudowscy…

Rudowscy na początku lat dziewięćdziesiątych, aby kupić mieszkanie, popadli w milionowe długi, a wszyscy znajomi patrzyli na nich z litością. Dosłownie rok później znajomi już byli tylko zazdrośni, kiedy okazało się, że Rudowscy dzięki inflacji zapłacili za mieszkanie praktycznie jakieś grosze.

– Może i nam się uda! – roześmiali się rodzice Kingi.

Niestety w ten sposób im się nie udało. Duże premie w pracy ojca już nigdy więcej nie miały miejsca, ale duże wydatki – jak na złość – już tak. Niestety, już w 2005 roku przyszedł wielki kryzys i z budową bloku też nie szło tak gładko, jak obiecywał deweloper. Termin oddania mieszkań ciągle się przesuwał w czasie, a ludzie dzielili się niepokojącymi plotkami. Szczerze mówiąc było niewesoło.

– Po co się w to wpakowaliście? – martwiła się babcia – Takie długi, można zwariować! Aż strach pomyśleć, jak to wszystko się skończy. Może stracicie pieniądze i tyle… a dziecko może nie będzie potrzebowało mieszkania! Może poślubi faceta z domem!

– W porządku! – odpowiadali rodzice – Może i trafi na takiego, ale mimo wszystko dziewczyna musi mieć swój kąt…

Nowe mieszkanie zawsze było określane przez matkę jako ” mieszkanie dla Kingusi „.

– Żeby Kingusia miała lepszy start w życiu! – mama tłumaczyła swojej najlepszej przyjaciółce, ciotce Mariannie, a ta z szacunkiem kiwała głową…

Rodzice Kingi mieli szczęście: blok został wzniesiony, choć ze znacznym opóźnieniem. Mieszkanie oddano im do użytku, wydano klucze, podpisano dokumenty. Rodzice zrobili tam mały remont i wpuścili lokatorów. Przez ostatnie kilka lat kredyt hipoteczny płaciło się wspaniale – ” mieszkanie w końcu się zwracało”…

Obecnie kredyt hipoteczny jest już spłacony, ale mieszkanie jest nadal wynajmowane, a Kinga nadal mieszka z rodzicami – tak jest wygodnie dla wszystkich. Dziewczyna ma dwadzieścia pięć lat, ukończyła uniwersytet, pracuje i spotyka się z mężczyzną, z którym powoli myślą o ślubie. Kinga nie martwi się szczególnie o mieszkanie, ponieważ doskonale wie, że dostanie je od rodziców na start. Po ślubie będą mogli tam mieszkać i oszczędzać na budowę domu jednorodzinnego.

Czyż nie o tym mówili jej przez całe dzieciństwo? Czy to nie tłumaczy kolejnego lata w mieście, niemożności zakupu dobrego gadżetu, wyjazdów za granicę…

Niedawno Kinga przypadkowo usłyszała rozmowę matki z tą samą przyjaciółką, ciotką Marianną.

– Dobra robota, daliście córce dobry start ! – powiedziała Marianna – Mimo, że nie było łatwo, syn kupił sobie mieszkanie. Niestety, nam nie udało się tego zrobić dla Pawła. Kiedyś baliśmy się wziąć kredyt hipoteczny, a teraz też nie byliśmy w stanie i syn będzie musiał sam zarobić na wszystko od zera…

– Marianka, ja też ostatnio myślę, że z tym startem to ja się pogubiłam. Mam pięćdziesiąt jeden lat, w pracy ostatnio się dzieje niedobrze… całkiem możliwe, że mnie zwolnią, zresztą emerytura już niedługo. Mąż jest chory, więc pieniądze z wynajmu są dla nas bardzo przydatne, a być może za niedługo będą naszym jedynym dochodem…

– Więc nie myślisz o oddaniu jej mieszkania?

– No… tak, przemyślałam to ! Słuchaj, Nna nie jest sama, ma chłopaka, są młodzi, z wykształceniem, z pracą, bez dzieci. Niech zarabiają razem i kupią własne mieszkanie. To nie będzie im tak trudno! To całkiem realne, żeby z jednej pensji żyć, a drugą odkładać na mieszkanie. Z mężem jakoś sobie poradziliśmy, a mieliśmy wtedy jeszcze dziecko – oni jeszcze nie mają nikogo! To mogą przecież oszczędzić na wkład własny.

– Córka się obrazi…

– Dlaczego ma się obrazić? Wychowaliśmy ją, daliśmy wykształcenie, wprowadziliśmy w dorosłe życie. Niczego jej nie brakowało. Teraz jest dorosłą osobą, niech sama na siebie zarabia. Teraz to ona powinna pomagać rodzicom!

***

Czy uważasz, że Kinga ma prawo obrażać się na rodziców w sytuacji, gdy nagle zdecydują się zostawić dodatkowe mieszkanie dla siebie?

Tak, w dzieciństwie Kinga często słyszała, że mieszkanie jest przeznaczone dla niej, ale słyszała to tylko w rozmowie matki z osobami trzecimi. Nieruchomość prawnie nie była przepisana na nią, ale na rodziców, a rozmowy o tym, że warto to zmienić, nigdy między nią a rodzicami nie było.

W tym samym czasie Kinga nigdy nie wątpiła, że jeśli tylko zechce żyć oddzielnie od rodziców, to będzie mogła zamieszkać w “ dodatkowym mieszkaniu “. Czy liczyła na to na próżno?

Czy matka postępuje nieuczciwie, a może ma rację? Im  – ludziom w podeszłym wieku – pieniądze są bardziej potrzebne. Zresztą, sami sobie na to zarobili. Po czyjej stronie jesteście? Co myślicie?

Oceń artykuł
Matka obiecała mieszkanie, ale oszukała córkę