Macocha wysłała dzieci do internatu

Ania włożyła świeżo zerwaną  „matkę i macochę” do bukietu i zachwyciła się: po długiej, mroźnej zimie każdy kwiat wydawał jej się bardzo piękny ! Chwilę cichej radości przerwał telefon, który dzwonił długo i wytrwale. „Matka zmarła” – poinformował ją młodszy brat  – „Przyjedź Aniu na pogrzeb”. Kobieta, zapominając dolać wody do kwiatów, stała przy oknie i przyciskając czoło do zimnego szkła i cicho, wręcz bezgłośnie płakała.

Ania miała dziesięć lat, gdy jej matka została pochowana – ta prawdziwa, która urodziła ich czworo i sama wprowadziła ich do czterech pokoi nowego domu. Ten pamiętny dzień, ta ich “parapetówka“ została zapamiętana na całe życie – świeży zapach drewnianych ścian i pomalowanej podłogi kojarzył im się ze szczęśliwym, spokojnym uśmiechem na twarzy mamy.

Pół roku później w domu znów było wielu ludzi. Tata, stojąc przed gośćmi, powiedział: „Napijcie się mili ludzie za moją Karolinę, niech jej tam będzie dobrze”.

Minęło kolejne pół roku, a tata pewnego dnia pojawił się na progu ich smutnego domu z młodą dziewczyną.

– Dzieci – zwrócił się do Ani, Sebastiana, Mariusza i Soni – to ciocia Aniela, od dzisiaj będzie z nami mieszkać. To Wasza druga mama, macie jej słuchać i szanować.

Trójka rodzeństwa pamiętała jeszcze dobrze swoją prawdziwą matkę, więc spode łba patrzyli na nową wybrankę ojca, a trzyletni Grzegorz, głodny ciepłych uścisków, który trochę zapomniał już swoją prawdziwą mamę, rzucił się na kobietę, sepleniąc jej o swoich dziecięcych zainteresowaniach, a na koniec wciągnął ją za rękaw do domu. Ojciec spojrzał na dzieci i powiedział:

– Wybaczcie, dzieci, wstyd mi przed waszą zmarłą matką, ale trudno mi samemu z wami.

Miesiąc później życie w rodzinie Kowalskich zmieniło się dramatycznie: Ania, Sonia i Sebastian zostali oddani do szkoły z internatem, a mały Grzesiu prawdopodobnie zdołał uzyskać jakieś względy macochy, ponieważ jemu jednemu tylko pozwoliła na to, by dorastał w rodzinnym domu.

Dzieci dość szybko przyzwyczajają się do zmian w życiu. Kowalscy nie mieli dokąd indziej pójść: trzymali się razem w internacie, chociaż uczyli się w różnych klasach. Pracę domową zawsze przygotowywali razem, tak jak kiedyś w domu.

Ojciec rzadko zabierał dzieci do domu. Zaczął pić, a macocha nie była zbyt przyjazna dla pasierbów. Pewnego dnia Ania poprosiła ją o mleko (w gospodarstwie rodziców trzymano dwie krowy). ” Nie ma mleka ! „- ciotka Aniela odmówiła ze złością, a zza pleców kobiety w tym czasie zerkała jej rodzona córka z mlecznymi ” wąsami ” nad wargą. Już dziewczyna macochy o nic nie prosiła.

Dzieci dorosły, założyły rodziny, poszły do pracy, jednak mimo własnego życia cała czwórka przyjeżdżała do rodziców (nazywali Anielę nazywała matką) i pomagali im, jak mogli i w czym tylko mogli, nie prosili przy tym o nic w zamian. Mimo tego słyszeli, jak macocha zasugerowała ojcu, że domagają się wspólnie zarobionego dobra i domu.

Jednak wychowani od dzieciństwa – jeszcze przez swoją rodzoną matkę – w szacunku dla starszych, nie wyrzekli się rodziców po tym wydarzeniu. Nawet po śmierci ojca przychodzili do kobiety, zdając sobie sprawę, że w podeszłym wieku samej jest jej na pewno trudno, mimo tego, że ani razu ciepłego słowa, matczynej rady czy chociażby współczucia nie zaznali od tej kobiety.

Macocha nie żyje. Dom, którego tak bardzo potrzebowała, chociaż nie przyłożyła do jego budowy ręki, nagle stał się niepotrzebny nikomu, ponieważ dzieci, które niegdyś pielęgnowały w sobie tyle nadziei na dobre życie, przeżyły w nim więcej cierpienia.

Ania otarła łzy i zaczęła pakować torbę podróżną. Załadowała je różnymi rzeczami, wzięła zaoszczędzone pieniądze na “ czarną godzinę ” i pojechała pochować matkę.

Na stole pozostał więdnący w samotności bukiet „matki i macochy”.

Oceń artykuł
Macocha wysłała dzieci do internatu