Miałam kiedyś koleżankę z tej samej klasy – była malutka, chudziuka i ogólnie była szarą myszką. Mieszkała z rodzicami w domu jednorodzinnym, równie małym i szarym i jak ona. Nie mieli tam dostępu do bieżącej wody i nie mieli podłączonej kanalizacji. Musiała więc biegać z wiadrami do źródła znajdującego się na końcu ulicy. Nosiła te wiadra na łańcuchach i wahaczu – wielu pewnie nie wie, co to takiego, a ona jak gdyby nigdy nic niosła na nim te ciężkie, metalowe wiaderka nawet trzy razy dziennie ! Potem musiała wynosić znowu wiadra, tym razem już z brudną wodą.
Wodę trzeba było podgrzewać na piecu, w związku z czym dziewczyna musiała przynosić także do domu drewno z podwórka, a później także butlę gazową. Zimą odśnieżała podwórko, a latem pieliła ogródek. Nie miała przyjaciółek, zresztą i tak nie miałaby dla nich czasu. Musiała zarządzać gospodarstwem domowym, chodzić do szkoły, pracy, a po niej odrabiać lekcje. Dzień wolny miała tylko jeden, a wtedy musiała zrobić pranie. Było jej wtedy łatwiej, bo rodzice także byli w domu i mogli niektóre obowiązki wykonywać razem.
Nie narzekała jednak. Zresztą, komu miałaby się pożalić ? Nie miała przyjaciół, a nauczyciele zajmowali się swoimi sprawami. Mogłaby jedynie się poskarżyć rodzicom, ale nie – nie chciała ich martwić. Uczyła się i czytała dużo książek. Może lubiła czytać, a może od kpin kolegów uciekała do książkowych światów. Dzieci bywają okrutne – zauważyły, jak zajmuje się swoim domem i nazwali ją “ kopciuszkiem “. W dodatku była dość niechlujnie ubrana, ale w latach 90 – tych wiele dzieci tak żyło i wyglądało.
Tak dorastaliśmy w tych ponurych czasach. “ Kopciuszek “ nadal mieszka w tym samym miejscu. Tylko zamiast starego, małego domku ma teraz murowany dom z balkonem, w którym jest woda, gaz, kanalizacja i centralne ogrzewanie. Tylko śnieg do tej pory musi odgarniać z drogi, ale ona nie narzeka. Spokojnie dzierży łopatę i nauczyła nawet córkę odśnieżania. Robi to nie tylko w pobliżu domu, ponieważ prowadzą mały sklep, więc i tam musi odśnieżyć chodnik i to nie tylko ze śniegu, ponieważ usuwa wszystkie śmieci, które przyniesie wiatr albo które wyrzucą ludzie, jednak bez wahania porządkuje teren.
To, co mnie zaskakuje w tej historii, to dzieci. One w przeciwieństwie do nas, nie śmieją się z kobiety i nie myślą, że jest gorsza, a wręcz przeciwnie, szanują ją za ciężką pracę. Szanują ją także za to, że w wieku czternastu lat ich mama już pracowała, na początku jako dozorczyni, jednak wcale jej to nie umniejsza i nie sprawia, że jest gorsza od Pani menadżer pracującej w modnym biurze.





