Chusteczka

Ogromny czarny Jeep zatrzymał się przy pochylonej, kutej bramie. Młody mężczyzna w krótkiej skórzanej kurtce i czarnych rękawiczkach wysiadł z samochodu i udzielając wskazówek kierowcy, szybkim krokiem skierował się prosto na ścieżkę. Szedł, często się rozglądając, jakby próbował kogoś odnaleźć.

Przechodząca przypadkowy przechodzień spojrzał ze zdziwieniem na faceta, który nagle zatrzymał się, poprawił kołnierz kurtki i powiedział głośno:

– Cześć, przyjechałem.

Dwie samotne brzozy w oddali na skraju wąwozu szumiały na wietrze, próbując powiedzieć żółtymi liśćmi: „ przyjechał ”.

Franek poczuł tę ciszę całym ciałem i przechylił głowę w stronę nieba. Zobaczył biały obłok, który wyglądał jak kawałek waty. Odpłynął dalej, nie zauważając stojącego na ziemi mężczyzny. Nie było łez, za to była bryła, jakby lodu, która tylko się rozrastała.

– Franuś ? – usłyszał młody człowiek za plecami i odwrócił się.

– Dziadek Zdzisław, cześć, to ja !

Zdzisław Maruszyński mieszkał w domu swojego brata Marka, gdy Franek był jeszcze bardzo mały. Przez całe swoje życie mężczyzna pracował na cmentarzu. Wojna zabrała mu dokładnie połowę nogi aż po kolano, a na twarzy pozostawiła po sobie głębokie bruzdy na twarzy. Zdzisław unikał ludzi i pojawiał się mało publicznie. Tutaj wszyscy zajmują się swoim smutkiem i problemami, więc nikt nie zwracał na niego uwagi. Staruszek żył sobie samotnie w wydzielonej komórce.

– Co Ty tu robisz ? Rocznica chyba była dwa miesiące temu ?

– Ja… – Franciszek zamilkł i nie wiedział co odpowiedzieć.

– Na pogrzeb siedem lat temu nie przyjechałeś, a teraz co ? Byłeś u siostry ?

– Nie, nie byłem u Renatki. Musiałem załatwić pewne sprawy, dziadku Zdzisławie – powiedział po chwili młody człowiek.

– Sprawy ! No i ja mam swoje sprawy, więc już pójdę – staruszek odszedł z wiadrem w ręku.

Franciszek usiadł na ławce. W milczeniu zaczął patrzeć na pomnik, a potem na fotografię, która na nim się znajdowała.

Matka była tu w tej samej, niebieskiej chustce, na której były szkarłatne plamy w postaci kwiatów. Franek uwielbiał tę chustę, która w dzieciństwie była dla niego zawsze i wszędzie jak gwiazda przewodnia. Ta chusta była zawsze z mamą, i zawsze nią pachniała, co czuł szczególnie, gdy go przytulała do siebie i całowała.

***

Kiedy Franek skończył sześć lat, matka zabrała go ze sobą na targ, aby kupić kożuch do szkoły i czapkę. Ta, która była po ojcu, była zbyt duża i już zbyt zniszczona, aby chłopiec mógł ją po nim nosić. Franek przylgnął do rąbka spódnicy matki i pociągnął ją w dół.
– Synu, nie ciągnij – poprosiła matka.
– Boję się, że się zgubię, tutaj jest tak dużo ludzi – usprawiedliwiał się syn.
– Popatrz zatem na chustę – jeśli się zgubisz, to wejdź wyżej i odnajdź ją w tłumie. Chusteczkę mam dość charakterystyczną, od razu ją zauważysz.
Franek uspokoił się i puścił spódnicę. Matka chodziła od lady do lady i targowała się, chłopiec również zaczął się zachwycać wszystkimi towarami, biorąc także pod uwagę ich różnorodność. Zapatrzył się, a kiedy oderwał się od kolorowych błyskotek, zauważył, że matki nie ma. Zaczął się bać, ale potem przypomniał sobie o chuście i wspiął się na stos skrzynek. Od razu zauważył matkę – faktycznie, chusta z oddali była widocznna. Franek otarł łzę, zszedł ze stosu skrzynek i pobiegł do matki.
– Znalazłeś mnie ? – matka przytuliła go do siebie – Chodźmy, zobaczyłam niedrogą czapkę.

***

– Co tak siedzisz? – Franek otworzył oczy. Zdzisław wracał. Zostawił wiadro przy furtce i usiadł obok młodego mężczyzny.
– Śniła mi się. We śnie jakby odpływała ode mnie w dal, a jej niebieska chusta mamiła mnie z oddali. Od tego czasu nie mogę spać ani jeść, mam tylko tę chusteczkę przed oczami. Dlatego tutaj przyszedłem, mam nadzieję, że mi wybaczy.
Brzozy na skraju wąwozu znów szumiały: „ Wybaczy, wybaczy ”.
-Och – dziadek Zdzisław chciał uderzyć młodzieńca w kolano, ale powstrzymał się – To w tej chustce ją pochowano. Myślę, że to co ziemskie jej teraz nie obchodzi, ale Twoja dusza boli, bo to Ty musisz sobie wybaczyć. Najwyraźniej w końcu dojrzałeś, to dobrze. Uważaj na siebie. Porozmawiaj z nią szczerze, oczyść duszę, a ja pójdę do swoich spraw.
Franek skinął głową i chciał już zamknąć oczy, kiedy staruszek dodał jeszcze:
– Wpadnij też do Renatki. Za ostatnie pieniądze postawiła ten pomnik i ogrodzenie.

– Dziadku Zdzisławie, przekaż jej to, a ja już lepiej pojadę – Franek wyjął z portfela gotówkę – Proszę, zrób to dla mnie, wstyd mi.
– Nie, synu, nie będę żadnym pośrednikiem. Brat z siostra muszą się zobaczyć, chociażby nawet i na pięć minut, ale muszą. Ona na pewno będzie szcześliwa, nie jest na Ciebie zła – stała się podobna do matki.
Franek stał jeszcze trochę i odszedł.
Starsza siostra zaczęła z wiekiem faktycznie przypominać matkę, aż Franka na progu jej domu dosłownie wmurowało – kobieta miała na sobie niebieską chusteczkę w czerwonawe kwiatki.
– Franuś, kochanie – rzuciła się na niego i go przytuliła. Ścisnęła go, ile miała sił, a po jego skórzanej kurtce popłynęły jej łzy.
Rozmawiali trochę siedząc przy stole. Franek zaczął się już zbierać, zostawił siostrze pieniądze, chociaż ta nie chciała ich brać – Renatka, skąd masz chusteczkę ?
– Mama miała dwie takie chusteczki. Jedną stale nosiła, a drugą zakładała tylko na targ – siostra popatrzyła z nadzieją na brata – Przyjeżdżaj częściej, wybierzesz się na ryby z Adrianem.
– Renatko, mam dużo pracy i obowiązków, biznes mi się rozwinął. Jeśli potrzebujesz pieniędzy, nie wstydź się, pomogę.
– Nie jest źle, tylko żal mi dzieci, bo zamknęli wiejską szkołę i musimy je wozić do miasta. Nawet pielęgniarka w tym roku wyniosła się do miasta. Ja boję się tylko o dzieci…
– A Ty nie chciałabyś wyjechać ze mną ?
– Nie Franusiu, jesteśmy już przyzwyczajeni do życia tutaj. Wiesz, że nas masz i zawsze jesteś tu mile widziany.
W drodze powrotnej migały w oknie samochodu drzewa. Wczesna jesień malowała wszystko wokół na złoto – miedziane barwy. Wśród drzew od czasu do czasu – jak wydawało się Frankowi – błyskał niebieski szal matki, a teraz już siostry.
Tydzień później do Franciszka zadzwonił Adrian, mąż siostry i poinformował go, że już jej nie ma – serce nie wytrzymało. Kiedy Franek odłożył słuchawkę, podszedł do okna i spojrzał w dal.
To nie matka go wołała, nie jej niebieski szal tak szaleńczo szarpał jego duszę, a chusteczka siostry – niebieska w plamki.

Oceń artykuł
Chusteczka